After 12h, freedom
Chodzi za mną ten tekst od doprawdy nie wiem już jakiego czasu. Bardziej lub mniej męczy mnie, by się znaleźć wreszcie na klawiaturze mojego tableta, czy smartphona, gdzie praktycznie każdy tekst, jaki do tej pory napisałem, powstał. Piszę bowiem, gdzie się da, akurat teraz, w tym momencie, gdy najdzie mnie taka potrzeba. I jest to przeważnie kuchnia lub któryś z pokoi ale nie raz i dwa, były to miejsca publiczne, jakaś ławka, czy kafeteria, czy pub, a jakże, gdzie napisałem przecież sporo notek, na gorąco i jakże często ze zdjęciami stamtąd. Tak, to dobre miejsca są na pisanie, wśród ludzi i tego gwaru wokół. Pamiętam, że o tym pisali pisarze i poeci też i nie tylko polscy. Wtedy były to jakieś skrawki papieru, by właśnie w tym momencie przelać na papier te myśli, które się pojawiły w głowie. Dzisiaj łatwiejsze to jest niezmiernie. Mamy te smartfony i bardzo dobrze. W każdej chwili można coś napisać. A jakże długo trwało, gdy je wreszcie zaakceptowałem. Jestem konserwatywny w tych kwestiach, jak wiadomo, pomimo tego, że w dawnych czasach byłem wręcz fanem komputerów i ich wielkim entuzjastą. I tak jest do dzisiaj, gdy stały się po prostu wręcz niezbędne do życia, jak pralka automatyczna, czy telefon. Ale właśnie robienie ze wszystkiego, co się da skomputeryzowanego gadżetu, czy wprowadzanie do nich na chama wręcz AI, nie, stop. I ja sobie tak mogę mówić, niestety inni pracują w pocie czoła, by było inaczej jednak.
Zobaczymy, co z tym będzie. Wydaje się, że jesteśmy na to skazani. Przynajmniej tak na początek, z którym mamy właśnie do czynienia. Zachłystywanie się AI trwa. Ogłupiona społeczność w swej większości, nie zdaje sobie zupełnie sprawy, dokąd to zmierza. Kto by tam czytał statystyki, które pokazują czarno na bialym, jak zmienił się poziom wykształcenia większości w ostatnich dziesięcioleciach, czy w jakiś nawet najmniejszym stopniu, “przystanął” i zastanowił się, dlaczego komputer ma być mądrzejszym ode mnie, ba, nawet mną kierował. A to, że AI jest komputerem, po prostu, umyka uwadze większości. Komputerem, czyli dziełem człowieka. Czym jest człowiek? Mam przypomnieć? Chyba trzeba tak zacząć jednak robić, a nawet wręcz zacząć już “krzyczeć”, gdzie się da. Za chwilę będzie za późno.
Człowiek jest zdolny do wszystkiego. Tak, wiemy o tym. Może nawet prowadzić durną wojnę, ba, wojny, czy jakieś działania wojenne, jak teraz mamy z tym do czynienia w różnych miejscach świata, z całym jej tragizmem i brutalnością i powagą jednak. Jakiż to kontrast z tym AI, prawda? Ale człowiek jest też wytrzymały do granic czasem niewyobrażalnych. Wiele razy czytaliśmy o takich świadectwach. A złożyło się tak, że ja przeżyłem to, jako doświadczenie własne, tak właśnie.
12-godzinne zmiany w pracy. Tak, takie są. I to wcale nie takie rzadkie zjawisko. Nie wiem, jak w Polsce ale w UK, jak najbardziej. Pracowałem tak, dawno temu w jednej z pakowalni owoców i warzyw jeszcze w Kencie. To było kilka miesięcy jedynie. Hiszpańska firma to była i pakowanie przede wszystkim papryki ale też ogórki, czy cebula. 4 dni pracy na zmianach 12-godzinnych, rannych lub nocnych i cztery dni wolne. I muszę powiedzieć, że tak nie do końca narzekałem na to. Łatwo nie było, to jasne. Cały dzień lub całą noc w pracy. I tak przez 4 dni. Tylko potem były aż 4 dni wolne. I na to się czekało i czas leciał jakoś szybciej, po prostu. A poza tym, te dni pracy były ruchome, czyli jak się szło do pracy w poniedziałek i ostatni raz we czwartek, to w następnym tygodniu pracę zaczynało się we wtorek i tak dalej … Więc, można było z wyprzedzeniem kilku tygodniowym zaplanować co się chciało robić w te wolne dni, gdyż było wiadomym, które to będą.
Freedom …, po 12 godzinach pracy. Nie, to nie było wtedy u tych Hiszpanów. Tak było, tak mówił jeden z moich kolegów, Anglik, w pracy, w piekarni, gdzie pracowałem też na 12-godzinnych zmianach i to stosunkowo niedawno. Witaj w piekle - tak z kolei w szatni nie raz witał się ze mną jeden, czy drugi z Polaków tam pracujący i to juz ponad 14 lat. To wręcz niewyobrażalne właśnie. Ale nie oni jedynie mieli taki staż pracy tam.
Dlaczego w tej piekarni było jak w obozie pracy wręcz? Dlatego, że tam pracowało się 4 dni i 3 dni były wolne i tak tydzień w tydzień te same dni. I to jest nie do zniesienia. Poza tym hałas i pył, tzn mąka, wszędzie i na dodatek radio BBC1 dość głośno grające na stosunkowo niedużej hali z trzema taśmowymi piecami, gorąco. Tak, naprawdę łatwo nie było. Tyle godzin jednostajnej i prostej pracy przecież, a do tego, przy ciągłym poganianiu brygadzistów i managerów zmiany, to było dla mnie wyzwaniem nie z tej ziemi.
Nie było innej pracy w okolicy. Poniekąd byłem na nią skazany. Zresztą, nie tylko ja. Spotkałem tam fajnych ludzi, tubylców, którzy, jeden, czy drugi, byli po college'ach, a nawet studiach w Londynie, ale to Nepalczyk był. Oczywiście ludzie tam pracujący to mieszanka z całego świata z przewagą Nigeryjczyków, Pakistańczyków i Hindusów i Anglików i Szkotów, blisko przecież jest.
Współczesny obóz pracy, czy więzienie prawie że. Tak widzą to ci, którzy tam pracują, a muszą z wielu względów. Firma ma ciągle problem z zatrudnieniem. Ludzie jednak odchodzą, a nowi, na 10 nowych pracowników średnio zostaje 1, 2 i to wcale nie na długo. Jest trzon tych kilkunastoletnich weteranów, w tym Polaków też i oni utrzymują tę produkcję tam. Jakim kosztem? Ja to wiem właśnie. Ale człowiek potrafi znieść wiele.
_________
tagi:
|
|
cbrengland |
| 12 kwietnia 2026 00:13 |
Komentarze:
|
Adriano @cbrengland |
| 12 kwietnia 2026 08:44 |
Krzysztofie z tą piekarnią to wywołało uśmiech na twarzy.Przypomniał mis ię mój znajomy zlat 90-tych.Pracował jako mechanik w PKS.Młody,silny "targał " te bębny hamulcowe,resory z H9 i Jelczów.Po godzinach dorabiał u prywatnych przewoźników.Często do 22.00 godziny a rano znowu do pracy.Ja mu wóczas pomagałem. u tego "prywaciarza".Stąd wiem co to praca a właściwie tyranie przy demontażu takiego 100 kg resora.Zimą dodatkowa "atrakcja" to to ,że trzeba wpierw skuć lód zanim dostanie się człowiek do sworznia,potem zaś leje się to topiące się dziadowstwo za kołnierz.
Ale zmierzam do tego,że kolega już w wieku 35 lat narzekał na stawy kolanowe-wiadomo w kanale wilgoć i fizycznie ciężko.Zwolniony z PKS który zlikwidowali wyjechał ze szwagrem do Austrii i od razu praca w piekarni jakiegoś niewielkiego misteczka.
Spotkaliśmy się po może pół roku i pytam -Jak w nowej pracy?Uśmiechnął się szczerze -Człowieku,odżyłem.Cieplutko,woreczki z mąką to jakiś żart 25-czy 30 kg a wiesz jakie wcześniej dźwigaliśmy ciężary.Zacząłem nosić po 2 te woreczki ,zeby nie łazić tyle razy w te i nazad,to mnie szef opierniczył,że tak nie wolno.No i kasa ( a było to ok 2002 r) nieporównywalna do tej biedyw Polsce.
Dlatego dla jednego praca w piekarni to piekło a dla innego wręcz raj.Może dlatego,że wcześniej pracował w piekielnie trudnych i ciężkich warunkach. Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli.
|
|
cbrengland @Adriano 12 kwietnia 2026 08:44 |
| 12 kwietnia 2026 09:03 |
Chciałbym jednak, jak najszybciej zapomnieć o tej piekarni, staram się :-)
_________